codzienność w monochromie.
Wczoraj wybraliśmy się ze znajomymi na wieczorne piwo. Poszwendaliśmy się tu i tam, troche po wrocławskim rynku. W pewnym momencie jeden z moich znajomych, czego absolutnie można było się po nim spodziewać, stwierdził, że jest głodny. Już dużo wcześniej, zachęcony dosyć pochlebnymi wypowiedziami Pawła Tkaczyka (no cóż… w końcu w pewnym sensie to jego ‘dziecko’…), oraz stwierdzeniem Maverick’a, że można tam dobrze zjeść, wspominałem owemu znajomemu o Rodeo Drive - nowej knajpie, którą niedawno otwarli na rynku.
Znajomy ów, ma to do siebie, że potrafi zamarudzić człowieka na śmierć, dodatkowo istotne jest, że przy nim jakoś tak moja asertywność drastycznie się zmniejsza - suma sumarum - wylądowoaliśmy w Rodeo Drive, gdzie postanowiliśmy coś zjeść.
Knajpa jest dosyć ciekawa pod względem wystroju, ma charakter, aczkolwiek dostrzegalne jest jak dla mnie, że jest to typowa restauracja z sieci (jest to pierwsza z serii restauracji, które maja być otwarte w polskich miastach) - sprawiła na mnie wrażenie miejsca, które da się dosyć łatwo odtworzyć w innym miejscu, niedużym nakładem kosztów. Atmosfera jednak dosyć miła, na pierwszy rzut oka - zachęcająca. Kolejnym plusem, jest naprawde miła obsługa - do stolika przydzielona została nam kelnerka, która po przedstawieniu się szybko i bezboleśnie pomogła nam dokonać wyboru co i jak chcemy zjeśc.
I tu pojawia się własnie tyułowa kwestia gustów i guścików. Karta zrobiła na mnie dobre wrażenie - że zacytuje moją dziewczynę - nie jest wiele, ale znaczy to, że dania są zapewne świeże i przygotowane ‘live’, a nie z mrożonek, które się odgrzewa tuż przed podaniem. Przyznam od razu, że po przeczytaniu opisów burgerów roztoczyła się w moim umyśle wizja takich prawdziwych, amerykańskich burgerów - dużych, soczystych….
Zamówiłem jednak co innego - o ile dobrze pamiętam (wieczór jeszcze był młody, a po Rodeo Drive balowaliśmy jeszcze troche…), był to kurczak o nazwie Preriowy. Jestem wielbicielem ostrej kuchni - wiec zainteresowanie ową potrawą wzmogła drobna ikonka obecna przy nazwie potrawy, którą szybko zinterpretowałem, jako określenie potrawy dobrze (jak dla mnie) przyprawionej. Pozostałe towarzystwo także dokonało już wyborów, tak wiec po złożeniu zamówień, dostaliśmy błyskawicznie napoje, oraz zostaliśmy uraczeni ciepłym chlebem wraz z masłem czosnkowym, podanym w miły i przyjemny dla oka sposób.
Gdy dostaliśmy dania, które zamówliśmy, nasz entuzjazm troche opadł. Samo danie podane w miare efektownie, smakowało mi całkiem zwyczajnie. Nie było ono bynajmniej ostre - ba, wręcz nie było ono nawet pikantne. Dzień wcześniej jadłem w miejscu, które nazywa się Psie Budy (na ulicy Psie Budy…) filet z kurczaka po meksykańsku. Pomijając atmosferę - danie smakowało mi podobnie - nic szczególnego, ale także nie był to najgorszy obiad/kolacja w moim życiu.
Różnica istotna dla mnie, to ceny - otóż za podobne danie w sensie smaku i odczuć - w Rodeo Drive zapłaciłem prawie dwukrotnie tyle. Muszę przyznać, że jak dla mnie stosunek ceny do jakości kuchni jest troszeczke za duży… Osobiście, jeżeli chodzi o wybranie się na obiad - Rodeo Drive chyba już mnie nie skusi. Po tym wieczorze moja wizja pysznych, dużych i soczystych burgerów, rozpłyneła się bez śladu…
Nie twierdzę jednak, że nie zajrze do Rodeo na jakiegoś drinka, lub piwo czy dwa. Bar, który dostępny jest na parterze wyglądał dosyć ciekawie - tak więc nie wykluczam możliwości, że kiedyś tam jeszczę zajrzę.
Ciekawostka na którą zwróciłem uwagę, to skutecznośc rekomendacji, którą były dla mnie opinie dwóch bloggerów, których czytuję. Faktycznie opiniotwórczość w blogach działa ;]
WordPress database error: [Table 'monochrome.weblog_comments' doesn't exist]
SELECT * FROM weblog_comments WHERE comment_post_ID = '130' AND comment_approved = '1' ORDER BY comment_date
No Comments
Please Wait
Leave a Reply