Johoho… i butelka rumu.

Wczoraj, po prawie tygodniowym czekaniu (we wrocławskim Heliosie, do którego zazwyczaj chodzę na seanse, odbywał się przez cały tydzień festiwal Era Nowe Horyzonty, w związku z czym projekcje odbywały się tylko w ramach festiwalu.) wreszcie wybraliśmy się sporą (bo aż jedenaście osób) grupą na Piratów z Karaibów - Skrzynia Umarlaka.

Pirates of Caribbean: Dead Man's Chest movie posterOd razu muszę zgłosić moją malutką uwagę - znacznie lepiej przetłumaczonoby tytuł, gdyby zamiast słowa umarlak pojawiło się słowo umrzyk. Jakoś tak dla mnie to bardziej po piracku - a być może, ze spowodowało to kilkukrotne czytanie Wyspy Skarbów Stevensona. W każdym bądź razie po kilku perypetiach (typowych dla sytuacji, gdy do kina wybiera się w większym gronie) zasiedliśmy w końcu w moim ulubionym rzędzie.

Film otwiera scena, która dzięki strugom deszczu zyskuje niesamowicie. Gdyby przedstawiono ją skąpaną w promieniach pięknego karaibskiego słońca straciłaby niesamowicie. Błyskawicznie dowiadujemy się, ze wydarzenia dzieją się kawałek czasu później w stosunku do pierwszej części i … ruszamy z kopyta - bo akcja jak to zwykle bywa gdy towarzyszymy Willowi Turnerowi, Elisabeth Swann oraz Jackowi Sparrowowi (Kapitanowi!) - rwie do przodu niczym rączy koń. Sama historia traktuje o tytułowej SKrzyni Umrzyka (nie mogę się powstrzymać…) - i o mrocznym i legendarnym Davy Jones’ie.. (tak sie to chyba będzie po polskiemu odmieniać…).

Sam film jest całkiem dobry, ale jak prawie wszyscy moi znajomi - stwierdzam, że Klątwy Czarnej Perły nie pobił. Osobiście mam wrażenie, że spowodowane jest to rosnącym apetytem, szczególnie po tym, gdy pierwsza część Piratów zrobiła na mnie naprawde dobre wrażenie. Jednakże trzeba zaznaczyć, ze Skrzynia ma swoje momenty - jak choćby doskonała scena walki pomiędzy trzema kluczowymi postaciami…

Ciekawostką jest fakt, że zaraz po wyjściu z kina spojrzeliśmy na siebie (to znaczy ja, Maverick oraz Ciepły) i wszyscy zgodnie potrząsneliśmy głowami, mrucząc pod nosem - Secret of the Monkey Island… Podobieństw coraz więcej - choć moim zdaniem jest to tylko z korzyścią dla filmu.

Nie zgodzę się jednak z głosami, które porównują Skrzynie Umarlaka do drugiej części Matrixa. Gdyby w Matrix Reloaded była połowa tej fabuły, którą możemy obejrzeć w drugiej części Piratów, to ceniłbym dwójkę Matrixa nie tylko za kilka fajnych scen, które były głównie scenami akcji (lub mnóstwem efektów specjalnych.).

Ja po obejrzeniu filmu czekam z niecierpliwością na część trzecią - uważam, że warto.

WordPress database error: [Table 'monochrome.weblog_comments' doesn't exist]
SELECT * FROM weblog_comments WHERE comment_post_ID = '138' AND comment_approved = '1' ORDER BY comment_date


6 Responses to “Johoho… i butelka rumu.”

    No Comments

    Leave a Reply



Related Entries

  • No related posts